Czy tajemnica przedsiębiorstwa może trwać przez czas nieograniczony?

Czy tajemnica przedsiębiorstwa może trwać przez czas nieograniczony?

Czy można zastrzec tajemnicę przedsiębiorstwa na zawsze? I jak długo trwa tajemnica przedsiębiorstwa?

Te pytania są mi dosyć często zadawane, więc postanowiłem o tym napisać. Punktem wyjścia, jak zwykle, jest definicja tajemnicy przedsiębiorstwa. Przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się tylko taką informację, która łącznie spełnia trzy przesłanki:

  • jest poufna, czyli jest nieujawniona do wiadomości publicznej, oraz
  • jest informacją techniczną, technologiczną, organizacyjną przedsiębiorstwa lub inną informacją (na przykład handlową) posiadającą wartość gospodarczą, oraz
  • przedsiębiorca podjął co do tej informacji niezbędne działania w celu zachowania jej poufności (art. 11 ust. 4 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, tj. uznk).

Jeżeli jakaś informacja spełnia wszystkie trzy przesłanki, to jest tajemnicą przedsiębiorstwa. Jeżeli nie, to nie. Jeżeli zatem informacja nie spełnia chociaż jednej z tych przesłanek, to nie jest tajemnicą przedsiębiorstwa.

Nie stanowią tajemnicy przedsiębiorstwa również umiejętności pracownicze, czyli tak zwane pracownicze know-how (więcej na ten temat możesz dowiedzieć się w podcaście TP 003: 5 różnic pomiędzy tajemnicą przedsiębiorstwa a zakazem konkurencji).

czytaj dalej…

Czy lista klientów stanowi tajemnicę handlową pracodawcy?

Czy lista klientów stanowi tajemnicę handlową pracodawcy?

Czy w dobie Internetu, LinkedIn i Facebooka nadal możemy mówić o tym, że lista klientów stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa?

To pytanie jest mi zadawane za każdym razem, gdy rozmawiamy o tym, czy były pracownik może kontaktować się z klientami, których obsługiwał w poprzedniej pracy.

Argumenty za tym, że lista klientów nie stanowi tajemnicy przedsiębiorstwa, są zawsze takie same – dzisiaj wszyscy klienci mają swoje strony internetowe i każdy może ich znaleźć. Są jawni. Poza tym wielu z tych klientów pracownik ma wśród swoich znajomych na LinkedIn, Twitterze lub Facebooku. Skoro tak, to przecież nie można twierdzić, że informacje o nich są poufne. Prawda? czytaj dalej…

7 wskazówek, jak wdrożyć w firmie umowy o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy

7 wskazówek, jak wdrożyć w firmie umowy o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy

Umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy ma być skuteczna. Z punktu widzenia pracodawcy, jest to najważniejsze. Nie ma nic gorszego, niż życie w błędnym przeświadczeniu, że posiada się skuteczną umowę w sytuacji, gdy ona nie chroni.

To jak wyjście na pojedynek rewolwerowców z pustym magazynkiem. Albo skok z samolotu z plecakiem zamiast spadochronu.

Umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy jest najsilniejszym narzędziem prawnym chroniącym pracodawcę przed konkurencją ze strony byłego pracownika. Jest też dużym ograniczeniem dla pracownika. Powoduje, że po ustaniu stosunku pracy nie może robić tego, na czym się zna najlepiej. Nic więc dziwnego, że zaproponowanie pracownikom umowy o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy powoduje emocje, a czasem nawet konflikty. Warto jednak unikać zbędnych napięć, jeżeli jest to możliwe.

Do tego musisz wiedzieć, że umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy nie jest łatwą umową. Mimo że jest uregulowana praktycznie w jednym artykule, można przy jej sporządzaniu popełnić kilka kosztownych błędów. Takich, które spowodują bezpośrednie konsekwencje finansowe lub nawet nieważność zakazu konkurencji, czyli brak ochrony. A przecież umowy są po to, by obowiązywały.

Błędy popełniane są często na etapie wdrożenia umowy, powodując sprzeciw pracowników, a także na etapie jej stosowania, np. poprzez niewłaściwe obliczenie wysokości odszkodowania dla pracownika, czy wypłacanie odszkodowania po terminie. Oba te błędy powodują natychmiastową utratę ochrony.

Dlatego warto przy wdrażaniu w firmie umowy o zakazie konkurencji zwrócić szczególną uwagę na niżej opisane problemy. czytaj dalej…

Czego możesz nauczyć się od Tonego Soprano – konflikt interesów i tajemnica zawodowa

Czym jest konflikt interesów radcy prawnego? Odpowiem na przykładzie.

Umów się z wszystkimi najlepszymi prawnikami od rozwodów w mieście

Pamiętasz ten odcinek Rodziny Soprano, w którym Tony chciał kupić dom nad brzegiem oceanu, a Carmella dowiedziała się o jego przyjaciółkach i wyrzuciła go z domu? Myślała o separacji.

Wtedy Tony uzyskał od sprzedawcy domu, prawnika, darmową poradę: umów się z wszystkimi najlepszymi prawnikami od rozwodów w mieście – nie będzie mogła zostać ich klientką. Konflikt interesów.

Tak to właśnie wygląda w świecie prawników. Jeżeli jedna strona sporu skorzystała z porady prawnika w danym temacie, to prawnik nie może w tej sprawie udzielać porady stronie przeciwnej. Konflikt interesów.

Tajemnica zawodowa radcy prawnego

Poza konfliktem interesów radca prawny jest związany tajemnicą zawodową. Oznacza to, że wszystko o czym do mnie piszecie i o czym rozmawiamy, nawet na etapie przed zleceniem sprawy, gdy tylko sprawdzacie, czy zająłbym się sprawą, wszystko, czego się od was dowiem, objęte jest tajemnicą zawodową radcy prawnego – nie mogę nikomu ujawnić tych informacji. Nikomu. Wynika to z Ustawy o radcach prawnych i Kodeksu Etyki Radcy Prawnego. Dla radców prawnych tajemnica zawodowa to świętość. Dlatego między innymi nie opisuję na moim blogu spraw, które prowadzę.

Piszę o tym, bo od czasu do czasu dostaję pytanie, co będzie, jeżeli zwróci się do mnie druga strona, nawet potencjalnego sporu. Nic. Nie będzie mogła zostać moim klientem. Niczego się ode mnie nie dowie.

Zapobieganie potencjalnym konfliktom interesów jest też powodem tego, że nie udzielam porad anonimowo. Muszę wiedzieć, z kim rozmawiam i kto jest stroną przeciwną w tej sprawie. Właśnie po to, by nie rozmawiać jednego dnia z pracownikiem, a drugiego z pracodawcą. Takie są zasady.

Przewodnik po moim blogu

Przewodnik po moim blogu

Jeżeli czytasz mojego bloga dla przyjemności, popijając kawę, a mam nadzieję, że tak właśnie jest, to masz czas, by sobie w nim pogrzebać i znaleźć to, co Cię interesuje.

Czasami jednak trafiasz tu, by poczytać o swoim konkretnym problemie, a wtedy nie masz czasu na szukanie.

Zauważyłem również, że większość osób czyta tylko kilka pierwszych artykułów, a te najlepsze i najbardziej wartościowe artykuły wcale nie są czytane tak często, jak na to zasługują. Tymczasem obecnie na moim blogu jest ponad 100 wpisów, z czego, skromnie mówiąc, świetnych jest co najmniej 99.

Są tu artykuły dla właścicieli firm, pracodawców, pracowników, freelancerów, wspólników, członków zarządu, członków rady nadzorczej, pracowników HR, osób zajmujących się ochroną informacji, a nawet prawników. Na pewno kogoś pominąłem. Praktycznie każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dlatego postanowiłem zrobić ten przewodnik. czytaj dalej…

Jak można ukraść markę firmy?

Z prawdziwą przyjemnością przedstawiam Wam autora pierwszego gościnnego wpisu na moim blogu, Mikołaja Lecha, który jest rzecznikiem patentowym.

Mikołaja poznałem dzięki mojemu blogowi. Mamy bardzo podobne zainteresowania zawodowe, obaj zajmujemy się zwalczaniem nieuczciwej konkurencji, prawem znaków towarowych i własnością intelektualną. Wiele razy miałem okazję współpracować z Mikołajem przy okazji spraw, które prowadziłem, w tym między innymi w zakresie postępowań o unieważnienie lub stwierdzenie wygaśnięcia znaków towarowych. To zawsze była świetna, fachowa współpraca.

Tak więc zachęcam do zapoznania się z poniższym artykułem.

Mikołaju, dziękuję za ten gościnny wpis i liczę na następne.


Mikołaj Lech

Autorem dzisiejszego wpisu gościnnego jest rzecznik patentowy Mikołaj Lech.

Mikołaj jest prawnikiem, który specjalizuje się w prawie własności przemysłowej, zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz prawie autorskim.

Jest również autorem nagrodzonego przez Urząd Patentowy RP bloga

www.znakitowarowe-blog.pl 


Jeżeli latami rozwijasz swoją firmę to jej marka zyskuje ogromną wartość. Wynika to z tego, że zadowolony klient skorzysta z twoich usług ponownie. Często poleci Cię kolejnym osobom. Masz więc ogromną przewagę nad konkurentem, który dopiero wchodzi na rynek. Pytanie czy można ukraść markę firmy nie jest więc abstrakcyjne. Dobra opinia w branży jest bezcenna. Powiem więcej. Do prób takiej kradzieży dochodzi częściej niż Ci się wydaje.

Jak można ukraść markę firmy?

Wykorzystuje się do tego Urząd Patentowy RP.

Marka pod którą działa przedsiębiorca (zarówno firmowa nazwa jak i logo) to w świetle prawa znak towarowy. Nie ma obowiązku jego zastrzegania. Jednak jako, że w Urzędzie Patentowym RP panuje zasada „kto pierwszy ten lepszy” – ktoś może Cię w takim zgłoszeniu ubiec. A przepisy ustawy Prawo własności przemysłowej (dalej pwp) mówią, że

Art. 153

Przez uzyskanie prawa ochronnego nabywa się prawo wyłącznego używania znaku towarowego w sposób zarobkowy lub zawodowy na całym obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.

Formalnie więc osoba, która jako pierwsza zarejestruje dany znak towarowy, może zakazać Ci posługiwania się podobnymi określeniami.

Jak więc widzisz teoretycznie można ukraść markę firmy. W praktyce jest to dużo bardziej skomplikowane. Dalej przeczytasz, że w określonych sytuacjach takie prawo ochronne można unieważnić. Wiąże się to jednak z długim i niepewnym postępowaniem spornym.

Niemniej rejestracja Twojego znaku towarowego na rzecz konkurenta jest szalenie niebezpieczna.

  1. Po pierwsze może on zażądać od Ciebie zaprzestania naruszania jego praw. Formalnie bowiem to on dysponuje „monopolem prawnym” na Twój znak towarowy.
  2. Po drugie, może wykorzystywać rejestrację znaku towarowego do szantażu. Najczęściej przedstawi Ci ofertę „nie do odrzucenia” związaną z odkupieniem praw do znaku.
  3. Po trzecie konkurent może szkodzić Ci wizerunkowo. Legitymując się świadectwem ochronnym wydanym przez Urząd Patentowy RP może ogłaszać, że działa legalnie a ty łamiesz jego prawo. A skoro świadomie naruszasz przepisy to niewykluczone, że oszukujesz również w innych sprawach…

Kto chciałby ukraść markę Twojej firmy?

Być może pomyślisz, że Ciebie to nie dotyczy. Sytuacja kiedy ktoś chce ukraść markę firmy to absolutny wyjątek. Niestety jako rzecznik patentowy z takimi „wyjątkami” mam do czynienia dość często. Walka jaką w imieniu klientów toczymy później o odzyskanie ich marek wymaga ogromnego wysiłku. Dla samych przedsiębiorców to równocześnie sytuacja szalenie stresująca.

Wyobraź sobie, że ktoś nagle chce przejąć efekt Twoich 10 lat pracy nad firmą!

Poniżej przedstawiam Ci trzy autentyczne historie z którymi zetknąłem się w trakcie mojej pracy zawodowej. Są to niejako modelowe przykłady kiedy ktoś próbuje ukraść markę firmy.

1 – Były wspólnik.

Trzech młodych chłopaków postanowiło otworzyć klub sportowy. Chcieli przekuć swoją pasję w biznes. Wynajęli salę treningową w pobliskiej siłowni i kupili niezbędny sprzęt. Po niecałym roku ćwiczyło u niech niemal 100 osób. Pojawiły się pierwsze poważne pieniądze… i konflikt między wspólnikami. Dwóch chciało każdą zarobioną złotówkę dalej inwestować w klub. Pozostały preferował natychmiastową wypłatę zysków. Odmienna wizja rozwoju firmy sprawiła, że opuścił spółkę. Postanowił jednak przejąć jej markę właśnie rejestrując na siebie jej znak towarowy.

2 – Były pracownik.

To jedna z tych historii, które Robert opisywał w artykule „Krwawy poniedziałek”. Pracownik był w firmie niemal od początku jej istnienia. Z czasem zyskiwał coraz większe umiejętności i zaufanie szefa. Po 10 latach stał się jego prawą ręką. Odpowiadał za pilnowanie terminów i podpisywanie umów. Wiedział jakie jego pracodawca ma marże i kim są jego najlepsi klienci. Znał ich osobiście, jadał z nimi obiady i to do niego dzwonili jak pojawiały się jakieś problemy. W którymś momencie ten człowiek zadał sobie pytanie – po co mi szef skoro wszystko doskonale ogarniam sam.

Efekt?

Z dnia na dzień odszedł z firmy i założył własną. Przejął przy tym wszystkich kluczowych klientów. Przeszli do niego również najlepsi pracownicy. Na dokładkę oczywiście zgłosił na siebie znak towarowy byłego pracodawcy.

3 – Konkurent z branży.

Mój klient prowadził lokalny biznes na południu Polski. Miał oryginalny pomysł oparty o jego zamiłowanie do Włoch. Przez niemal 10 lat promował go na wiele sposobów. Zaczął uzyskiwać nagrody i wyróżnienia. Pisano o nim również w branżowych czasopismach. Tą sielankę zaburzył pewien lokalny przedsiębiorca. Początkowo działał on w innej branży, ale postanowił rozszerzyć wachlarz oferowanych usług. Sprawdził, że mój klient nie chronił swojego znaku towarowego więc zgłosił go na siebie. Później pozwał mojego klienta żądając od niego zmiany nazwy pod którą działał. Tym samym podjął próbę przejęcia cudzej dobrze rozpoznawalnej marki.

Co zrobić gdy ktoś próbuje ukraść markę Twojej firmy?

Zawsze powtarzam, że najlepsza jest prewencja.

Wszystkie powyższe historie łączy jedno. Żaden z tych przedsiębiorców nie miał zarejestrowanego swojego znaku towarowego. Powinni dokonać zgłoszenia od razu jak poczuli, że ich biznes „chwycił”. To wyeliminowałoby wszystkie późniejsze problemy. Mogliby legitymować się wcześniejszą datą rejestracji znaku co skutecznie spacyfikowałoby działania konkurentów.

Jeżeli ktoś chce ukraść markę twojej firmy nie jesteś jednak bezbronny. Od zasady „kto pierwszy ten lepszy” są pewne wyjątki. Przepisy ustawy pwp mówią:

131 ust. 2 pkt 1

Nie udziela się praw ochronnych na oznaczenia, jeżeli zostały zgłoszone w złej wierze do Urzędu Patentowego w celu uzyskania ochrony.

W orzecznictwie przyjmuje się, że w złej wierze działa ten, kto wie lub powinien wiedzieć, że prawo mu nie służy. Problem w tym, że udowodnienie złej wiary nie jest takie proste. A może się to okazać szalenie trudne, jeżeli zgłaszający zawczasu wszystko taktycznie przygotuje.

Niestety dla Ciebie Urząd Patentowy RP nie jest w stanie sprawdzić czy zgłaszający działa w złej wierze. W końcu teoretycznie może przecież mieć Twoją zgodę na rejestrację. Formalnie więc możesz powoływać się na zarzut złej wiary np. we wniosku o unieważnienie takiego znaku.

Tak jak Ci jednak wspomniałem na początku, wiąże się to z koniecznością wejścia w tryb sporny. A rozprawy będą się odbywały przed Urzędem Patentowym RP. W takim sporze może Cię reprezentować rzecznik patentowy. Musisz się jednak przy tym liczyć, że na jednej rozprawie się nie skończy. Tym samym cały proces może zając grubo ponad rok. Im sprawa bardziej skomplikowana, a strony zawzięte… tym wszystko rozciąga się w czasie.

A chodzi tutaj o być, albo nie być dla Twojej firmy. Jeżeli bowiem zostaniesz zmuszony do zmiany nazwy pod którą działasz to całkowicie znikasz z pola widzenia swoich klientów.

Na koniec zachęcam Cię do obejrzenia poniższego nagrania. Opowiadam w nim o kolejnym błędzie, który często popełniają przedsiębiorcy. Zadaję tam pytanie kto jest właścicielem Twojego firmowego logo. Ty czy nadal grafik, który je dla Ciebie stworzył?

Newsletter

Robert Solga zachęta do posłuchania podcastu

Partnerzy bloga

LexMonitor ZnamSwojePrawo

Bądź na bieżąco!

Zapisując się, wyrażasz zgodę na przesyłanie na podany adres e-mail informacji o nowościach, produktach, usługach, promocjach i ofertach bloga Tajemnica Przedsiębiorstwa.

Wiadomości wysyłam nieczęsto, a Twoje dane będą u mnie bezpieczne.

Zapisałeś się, sprawdź swoją skrzynkę e-mail i potwierdź chęć otrzymywania moich listów.