Czy lista klientów stanowi tajemnicę handlową pracodawcy?

Czy lista klientów stanowi tajemnicę handlową pracodawcy?

Czy w dobie Internetu, LinkedIn i Facebooka nadal możemy mówić o tym, że lista klientów stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa?

To pytanie jest mi zadawane za każdym razem, gdy rozmawiamy o tym, czy były pracownik może kontaktować się z klientami, których obsługiwał w poprzedniej pracy.

Argumenty za tym, że lista klientów nie stanowi tajemnicy przedsiębiorstwa, są zawsze takie same – dzisiaj wszyscy klienci mają swoje strony internetowe i każdy może ich znaleźć. Są jawni. Poza tym wielu z tych klientów pracownik ma wśród swoich znajomych na LinkedIn, Twitterze lub Facebooku. Skoro tak, to przecież nie można twierdzić, że informacje o nich są poufne. Prawda? (więcej…)

Roszczenie o zaniechanie naruszeń tajemnicy przedsiębiorstwa – czy jest ważne?

Przedsiębiorca, którego tajemnica przedsiębiorstwa jest naruszana lub zagrożona, ma prawo żądania:

  • zaniechania naruszeń
  • odszkodowania

Większość osób skupia się przede wszystkim na odszkodowaniu. Tymczasem to duży błąd. Rozsądnie działając należy skoncentrować się w pierwszej kolejności na żądaniu zaniechania naruszeń tajemnicy przedsiębiorstwa.

Dlaczego?

Dlatego, że tajemnica przedsiębiorstwa jest prawem bardzo ulotnym. Jej wartość wynika właśnie z tego, że jest poufna. Raz ujawniona jest utracona na zawsze.

Oczywiście można dochodzić odszkodowania, gdy tajemnica przedsiębiorstwa zostanie już ujawniona lub wykorzystana, ale to nie odszkodowanie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, by zachować przewagę konkurencyjną.

Dlatego jeżeli nasza tajemnica nie została ujawniona do wiadomości publicznej, czyli nie przestała być tajemnicą przedsiębiorstwa, powinniśmy żądać od naruszyciela, by powstrzymał się z od jej wykorzystywania lub ujawniania.

W sprawach dotyczących naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa z reguły nic nie jest proste i oczywiste. Załóżmy jednak na chwilę, że mamy sytuację oczywistą i wiemy, że nasz były pracownik zabrał ze sobą listę klientów i dostawców, wraz ze stosowanymi cenami, otwiera działalność gospodarczą i zaczyna ich obdzwaniać. Albo że nasz inżynier odszedł do konkurencji i stosuje tam nasze know-how. W takich sytuacjach mamy prawo żądać, by sąd zakazał temu pracownikowi i jego nowemu pracodawcy składania ofert naszym klientom lub stosowania naszego know-how.

Tak się dzieje gdy wiemy, że tajemnica przedsiębiorstwa została wykorzystana. A co, gdy jeszcze nie doszło do wykorzystania tajemnicy przedsiębiorstwa, ale jest to nieuniknione?

O tym napiszę w następnym artykule.

Przejęcie 70% klientów byłego pracodawcy w ciągu jednego miesiąca

W ciągu jednego miesiąca agencja pracy tymczasowej wysyłająca opiekunki do Niemiec i Francji straciła 70% opiekunek i tyle samo klientów. Zostali oni przejęci przez konkurencyjną spółkę, założoną przez byłego członka zarządu. Nowa spółka przejęła również prawie wszystkich pracowników działu zajmującego się tymi klientami.Telefon

Sprawa jest typowa. Mamy tu do czynienia z odejściem menedżera, przejęciem zespołu z którym pracował, a następnie przejęciem klientów, których obsługiwał ten zespół. Klasyka.

Jest to również świetny przykład sprawy z happy endem. Przedsiębiorcy nie wiedzą, jak sobie radzić w takich sytuacjach, i najczęściej po prostu sobie nie radzą. Nie robią nic, albo robią to źle. Tym razem było inaczej.

Zapraszam do zapoznania się ze sprawą.

Spór między członkami zarządu

Klientami powodowej spółki były osoby, które potrzebowały pomocy przy opiece nad członkami swoich rodzin. Do najważniejszych rynków spółki należały Francja i Niemcy (w uzasadnieniu Sądu odpowiednio „F” i „N”).

Jeden z członków zarządu spółki, pan S.S., nadzorował właśnie oba te rynki. Pomiędzy nim a pozostałymi członkami zarządu narastał konflikt, wobec czego postanowił odejść. W połowie kwietnia 2011 r. złożył rezygnację z funkcji członka zarządu. Jednak zanim to zrobił, poczynił przygotowania do otwarcia nowej firmy w tej samej branży.

Często naradzał się z pracownikami obsługującymi rynki niemiecki i francuski, które nadzorował. Chciał, aby część z nich przeszła do jego nowej firmy. W konsekwencji tych rozmów na początku kwietnia 2011 r., a zatem jeszcze przed złożeniem rezygnacji, pracownicy podjęli decyzję o odejściu i złożyli na jego ręce wypowiedzenia umów o pracę.

Wypowiedzenia upływały pod koniec kwietnia. Potwierdził odbiór wypowiedzeń, lecz nie przekazał ich pozostałym członkom zarządu. Nie wiedzieli więc oni o tym, że umowy o pracę z tymi pracownikami ulegną rozwiązaniu pod koniec kwietnia. Wypowiedzenia umów o pracę miały ujrzeć światło dzienne w odpowiednim momencie.

Co okaże się późnej ważne, pracownicy podpisywali umowy z rodzinami i opiekunami na czas określony, do końca kwietnia 2011 r. Dziwnym zbiegiem okoliczności konkurencyjna spółka miała rozpocząć działalność od maja 2011 r.

Zobaczmy, jak wygląda prawdziwy Armagedon

W dniu złożenia rezygnacji z funkcji członka zarządu przez pana S.S. drugi członek zarządu zorganizował spotkanie z pracownikami działu klientów niemieckich i francuskich. Odbył rozmowę z każdym z pracowników na temat dalszej pracy w spółce, nie wiedząc o tym, że pracownicy ci działają w porozumieniu z odchodzącym członkiem zarządu i już na początku kwietnia złożyli wypowiedzenia umów o pracę.

Po 18 kwietnia 2011 r. pracownicy działu francuskiego i niemieckiego wręczali zarządowi odpisy wypowiedzeń umów o pracę, na których znajdowało się potwierdzenie ich odbioru z początku kwietnia, dokonane przez odchodzącego członka zarządu. Wypowiedzenia upływały pod koniec kwietnia. Do konkurencyjnej spółki przeszedł niemal cały dział pracowników zajmujący się rynkiem niemieckim i francuskim.

Na początku maja do powodowej spółki dzwoniły opiekunki oraz rodziny informując, że przenoszą się do spółki utworzonej przez odchodzącego członka zarządu. Z rozmów wynikało, że zostali poinformowani, iż nowa spółka jest kontynuatorem działalności powodowej spółki i przejęła część jej  przedsiębiorstwa. Istotne było też to, że znaczna część opiekunek miała umowy podpisane do 30 kwietnia 2011 r., wobec czego od razu mogły przenieść się do konkurencyjnej spółki. Rodziny przechodziły wraz z opiekunkami. Informowały, że były przywiązane do opiekunek i nie chciały zrywać z nimi współpracy.

„Lawina zdarzeń” i pozamiatane

Jak sugestywnie stwierdził Sąd Okręgowy w Nowym Sączu „lawina zdarzeń, które nastąpiły w kwietniu 2011 r. pozwala wnioskować, iż nie były one przypadkowe, a dokładnie zaplanowane, tym bardziej że znaczna część opiekunek, z którymi współpracowała pozwana, miała podpisane umowy do końca kwietnia 2011 r., co pozwalało im na podjęcie współpracy z nowoutworzoną firmą” (cytat z wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie).

Ostatecznie na odejście zdecydowało się około 70% opiekunek. Do końca maja było pozamiatane.

Po czerwcu 2011 r. do powodowej spółki tylko sporadycznie i przez przypadek docierały kontakty od klientów i opiekunów, którzy omyłkowo wybierali stary numer telefonu.

Pozew

Poszkodowana spółka wytoczyła szereg pozwów przeciwko swoim byłym pracownikom. W tej konkretnej sprawie pozwanym była jedynie pani K.J., która zajmowała się obsługą klienta, a jej praca polegała między innymi na utrzymywaniu współpracy z pośrednikami, przedstawianiu im ofert pracy i pozyskiwaniu nowych klientów.

Miała dostęp do bazy danych kontrahentów, tj. pośredników i rodzin, u których pracowały opiekunki, oraz bazy danych opiekunek i kandydatek na opiekunki. Dostęp do baz danych był zabezpieczony hasłem, a powodowa spółka stosowała prawne i fizyczne zabezpieczenia informacji.

W nowej firmie pozwana została zatrudniona na stanowisku kierownika do spraw klienta. Nadzorowała pracę zespołu, który obsługiwał rynek niemiecki. Wykonywała podobną pracę do tej, którą wykonywała będąc zatrudniona w powodowej spółce.

Co takiego zrobił były pracownik

Poszkodowana spółka zarzuciła pozwanej, że przekazała konkurencyjnemu podmiotowi poufne informacje dotyczące organizacji pracy, bazy pracowników i klientów, namawiała pracowników, by odeszli z nią do nowej firmy i informowała klientów, że powodowa spółka ma problemy finansowe, a dział niemiecki został przejęty przez nową spółkę. Jednocześnie namawiała opiekunki i rodziny do podjęcia współpracy z nową firmą.

W wyniku tych działań pozwana wyrządziła powodowej spółce poważną szkodę w związku z utratą części klientów i pracowników oraz spadkiem konkurencyjności firmy.

Naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa

Sąd stwierdził, że pozwana dzwoniąc do opiekunek, rodzin niemieckich i pośredników niemieckich, posługiwała się danymi, które należały do powódki i stanowiły jej tajemnicę przedsiębiorstwa.

Zdaniem sądów obu instancji posługiwanie się danymi teleadresowymi kontrahentów i klientów powódki stanowiło naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa.

Zważywszy na charakter działalności powodowej spółki, to jest pośrednictwo pracy i organizację pracy tymczasowej, dane osobowe osób świadczących tę pracę i osób potrzebujących takich pracowników mają istotną wartość handlową, stanowiąc niemal fundament funkcjonowania takiego przedsiębiorcy na rynku. Nie są to informacje powszechnie dostępne, ani takie, których uzyskanie nie nastręcza żadnych trudności. Jednocześnie powodowa spółka posiadała prawne i fizyczne zabezpieczenia poufności informacji, które były wystarczające do uznania, że przedsiębiorca przedsięwziął niezbędne działania w celu zachowania poufności informacji.

Wyrok

Sąd zobowiązał pracownika do opublikowania oświadczenia zawierającego przeprosiny za dopuszczenie się czynu nieuczciwej konkurencji i zasądził od niego kwotę 10.000 zł na cel społeczny. Pracodawca nie żądał odszkodowania, ale gdyby go żądał, to zapewne sąd by je przyznał.

Wnioski na przyszłość – przetrwają najsilniejsi!

Naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa rzadko kiedy występuje samodzielnie. Najczęściej jest jednym z kilku czynów nieuczciwej konkurencji, popełnianych w zestawie. I tak też było w komentowanej sprawie.

Odchodzący pracownik dopuścił się naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa (art. 11 UZNK), rozpowszechnienia nieprawdziwych informacji o byłym pracodawcy (art. 14 UZNK), nakłaniania osób świadczących pracę do niewykonania lub nienależytego wykonania umowy oraz nakłaniania klientów lub innych osób do rozwiązania umowy lub niewykonania lub nienależytego wykonania umowy (art. 12 UZNK).

Przedsiębiorcy powinni wziąć przykład z tego wyroku i pozywać nieuczciwych pracowników oraz ich nowych pracodawców. Właśnie po to jest ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Potrzebujesz pomocy prawnej? Skontaktuj się ze mną:

e-mail: robert.solga@solga.pl

tel.: + 48 662 050 782

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 15 listopada 2012 r., sygn. akt I ACa 1024/12, utrzymujący w mocy wyrok Sądu Okręgowego w Nowym Sączu z dnia 22 czerwca 2012 r.

Pracownik z własną listą klientów. Część 2.

IMGP1166Brak tajemnicy przedsiębiorstwa

Zdarza się, że lista klientów nie stanowi tajemnicy przedsiębiorstwa. Powody mogą być różne. Na przykład pracodawca postanowił pochwalić się klientami na stronie internetowej albo nie przedsięwziął niezbędnych działań w celu zachowania poufności informacji. Załóżmy, że również pozostałe informacje, takie jak stosowane ceny, potrzeby klientów, ilości i terminy zamówień, okresy obowiązywania umów, nie stanowią tajemnicy przedsiębiorstwa. Tak też często bywa, niestety.

Wtedy były pracownik może swobodnie składać oferty klientom swojego poprzedniego pracodawcy.

W praktyce zdarza się jednak, że były pracownik przekracza pewne granice i dopuszcza się czynu nieuczciwej konkurencji, innego niż naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa.

Uczciwe przejęcie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności własnej oferty

Oferowanie korzystniejszych warunków oraz zachęcanie do podjęcia współpracy nie jest samo z siebie nieuczciwe. Dopiero okoliczności towarzyszące takim działaniom mogą przesądzić o takiej ocenie.

Zdobywanie klientów kosztem innego uczestnika rynku powinno następować na drodze uczciwej rywalizacji, za którą uważa się w szczególności konkurencję cenową i jakościową. Uczciwe przejęcie klientów powinno być zatem wynikiem atrakcyjności oferty własnej.

Za niedopuszczalną metodę działania należy uznać zniechęcanie klientów do poprzedniego kontrahenta, na przykład przez rozpowszechnianie wiadomości oczerniających, dotyczących jego niekorzystnej sytuacji finansowej, niskiej jakości produktu, czy braku profesjonalizmu, jak również zobowiązanie się np. do zapłacenia kar umownych za klientów, którzy określoną umowę rozwiążą z dotychczasowym kontrahentem (wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 22 kwietnia 2008 r., sygn. akt I ACa 1467/07).

Nieuczciwa konkurencja i rajd po klientach

Jeżeli dochodzi do rajdu po klientach, to najczęściej mamy do czynienia z poniższymi czynami nieuczciwej konkurencji, które występują wszystkie łącznie albo w różnych konfiguracjach:

  • rozpowszechnianie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd informacji o byłym pracodawcy (art. 14 ust. 1 UZNK),
  • nakłanianie do niedokonywania zakupów u byłego pracodawcy (art. 15 ust. 1 pkt 2 UZNK, tzw. nakłanianie do bojkotu),
  • nakłanianie klientów lub innych osób (np. dostawców) do rozwiązania umowy z pracodawcą albo niewykonania z nim umowy (12 ust. 2 UZNK).

Wnioski

Zatem nawet nie mając tajemnicy przedsiębiorstwa i umowy o zakazie konkurencji, były pracodawca może chronić swoją klientelę. Pracownik przejmując klientów musi jednak naruszyć zasady uczciwej konkurencji. Jeżeli je naruszy, wówczas pracodawcy przysługują roszczenia wynikające z ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Przeciwko byłemu pracownikowi, jego nowemu pracodawcy lub firmie, którą pracownik założył.

Pracownik z własną listą klientów. Część 1.

DIMGP1172o nowego pracodawcy przychodzi pracownik z własną bazą klientów. Nie zabrał jej poprzedniemu pracodawcy. Ma ją w telefonie komórkowym i wizytowniku, w którym przechowuje wizytówki otrzymane od klientów. Nie potrzebuje nic zabierać.

Pojawia się pytanie: czyja jest ta lista klientów? Pracownika, czy poprzedniego pracodawcy? Czy pracownik może dzwonić do tych klientów i oferować im towary i usługi swojego nowego pracodawcy?

Są pracownicy, którzy nie mają żadnych wątpliwości. Uważają, że to ich baza danych. Jak pisze jeden z internautów na forum, to „normalne postępowanie.” Pracownik nie ukradł bazy danych, tylko ją wypracował: „TY tych klientów obsługiwałaś, z nimi działałaś, z nimi pracowałaś.”. Tym pracownikom łatwo uzasadnić swoje stanowisko. Mówią, że włożyli dużo pracy w pozyskanie klientów, brali udział w szkoleniach, wykonali setki telefonów, jeździli na spotkania, rozwiązywali ich problemy, itp. Tymczasem pracodawca osobiście nic nie zrobił, żeby pozyskać klientów, załatwić ich sprawy i zadbać o to, by byli zadowoleni. Zdaniem tych pracowników to naturalne, że mają prawo do tych klientów.

Pracodawca słysząc argument o „wypracowaniu” bazy klientów przez pracownika zapewne odpowie, że pozyskanie klientów i utrzymywanie z nimi relacji odbywało się w ramach umowy o pracę i na jego koszt. To on zapłacił za szkolenia, telefony, podróże, kolacje z kontrahentami. Poniósł koszty reklamy, marketingu, reprezentacji. No i oczywiście zapłacił wynagrodzenie za pracę.

No więc jak to jest. Czy to rzeczywiście Twoi klienci i Twoja baza danych?

Kto ma rację?

Kiedy lista klientów stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa

W pierwszej kolejności musimy rozważyć, czy informacje zawarte w takiej „bazie danych” pracownika stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa byłego pracodawcy. Jeżeli stanowią, to zgodnie z prawem pracownik nie może ich ujawniać, wykorzystywać ani zbywać.

Prawo tajemnicy przedsiębiorstwa nie powstaje „samo z siebie”. Informacja stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa, jeżeli spełnia łącznie trzy przesłanki: ma wartość gospodarczą, jest nieujawniona do wiadomości publicznej, pracodawca przedsięwziął niezbędne działania w celu zachowania jej poufności (art. 11 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i art. 39 TRIPS).

Nie ulega wątpliwości, że lista klientów zawarta w telefonie, pliku wizytówek albo nawet w głowie pracownika, ma wartość gospodarczą. Gdyby było inaczej, to nie byłoby wszystkich sporów dotyczących wykorzystania listy klientów.

Nie ulega dla mnie również wątpliwości, że informacje te nie są ujawnione do wiadomości publicznej. Są poufne w tym sensie, że jako całość lub w szczególnym zestawie i zespole ich elementów nie są ogólnie znane lub łatwo dostępne dla osób z kręgów, które normalnie zajmują się tym rodzajem informacji (art. 39 ust. 2 lit. a TRIPS). Nawet jeżeli dane kontaktowe do firm są łatwo dostępne w Internecie, to nie ma tam już przeważnie numerów telefonów komórkowych do osób podejmujących decyzje. Nie ma też informacji o tym, że dana firma jest rzeczywiście, a nie tylko powinna być z uwagi na swoją działalność, zainteresowana danym produktem lub usługą.

Wątpliwości mogą powstać tylko co do spełnienia trzeciej przesłanki, czyli poddania informacji przez osobę, pod której legalną kontrolą pozostają rozsądnym, w danych okolicznościach, działaniom dla utrzymania ich poufności. Jakie to są działania?

W wyroku z dnia 28 lutego 2007 r., sygn. akt V CSK 444/06, Sąd Najwyższy stwierdził, że zarówno art. 39 ust. 2 TRIPS, jak i art. 11 ust. 4 u.z.n.k. nie precyzują dokładnie, jakim konkretnie działaniom ochronnym muszą być poddane tajemnice przedsiębiorstwa (informacje nieujawnione), aby można było traktować je jako poufne. W unormowaniach tych mówi się jedynie, że działania te muszą być „odpowiednie” (art. 11 ust. 4 z.n.k.), „rozsądne w danych okolicznościach” (art. 39 ust. 2 TRIPS). Ocena określonych działań jako odpowiednich, czy też rozsądnych w rozumieniu powołanych przepisów, może przedstawiać się różnie w zależności od okoliczności konkretnego przypadku

Moim zdaniem w odniesieniu do listy klientów wystarczające będą minimalne ograniczenia, jak choćby poinformowanie pracowników, że informacje o klientach, zawartych umowach i osobach podejmujących decyzje u klientów są poufne. Więcej na ten temat można przeczytać w innym wpisie.

Jeżeli spełnione są te trzy przesłanki, to pracownik ma do czynienia z tajemnicą przedsiębiorstwa poprzedniego pracodawcy. Wykorzystując taką listę klientów pracownik dopuszcza się czynu nieuczciwej konkurencji polegającego na naruszeniu tajemnicy przedsiębiorstwa i ponosi za to odpowiedzialność cywilną oraz karną.

Warto też podkreślić, że dla odpowiedzialności pracownika za naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa nie będą miały znaczenia takie argumenty, jak niesatysfakcjonująca wysokość wynagrodzenia, zła atmosfera w pracy lub niezbyt przyjemne relacje z pracodawcą. Są to aspekty pozaprawne i nie mają tu żadnego znaczenia.

Brak tajemnicy przedsiębiorstwa. Co dalej?

A co w sytuacji, gdy pracodawca nie podjął niezbędnych działań w celu zachowania poufności informacji?

Wtedy lista klientów nie jest objęta tajemnicą przedsiębiorstwa. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 3 października 2000 r., sygn. akt I CKN 304/00, wykorzystanie przez pracownika informacji, co do których pracodawca nie podjął niezbędnych działań w celu zachowania ich poufności, należy traktować jako wykorzystanie powszechnej wiedzy, do której przedsiębiorca nie ma żadnych ustawowych uprawnień.

Niewątpliwie pracownik ma prawo kierować ofertę do tych klientów. Nie oznacza to jednak, że może ich nakłaniać do zmiany kontrahenta. Jego zachowanie musi być zgodne z dobrymi obyczajami, w przeciwnym wypadku może zostać uznane za czyn nieuczciwej konkurencji inny, niż naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa.

Więcej na ten temat w artykule: Pracownik z własną listą klientów. Część 2.

Potrzebujesz pomocy prawnej? Skontaktuj się ze mną:

e-mail: robert.solga@solga.pl

tel.: + 48 662 050 782

Lista klientów – czy stanowi jeszcze tajemnicę przedsiębiorstwa?

Lista klientów jest najczęściej podawanym przykładem tajemnicy przedsiębiorstwa. Ale czy na pewno w dobie Internetu nadal jest jeszcze tajemnicą przedsiębiorstwa?

Pytanie nie jest retoryczne. Wystarczy wpisać do wyszukiwarki jakieś hasło i już mamy listę klientów. Na przykład: sklep spożywczy (2.370.000 wyników), sklep zoologiczny (1.420.000 wyników), salon fryzjerski (2.220.000 wyników), gabinet dentystyczny (534.000 wyników), biuro księgowe (567.000 wyników), gabinet lekarski, hurtownie spożywcze, restauracje, lekarze itp. Można to ograniczyć terytorialnie. Wszystko jest jawne. Wszystkie firmy są dostępne w Internecie, który stanowi globalną książkę telefoniczną, więc nie ma żadnych tajemnic. Nic, tylko dzwonić i sprzedawać.

O co ci chodzi, szefie? Przecież to jest na żółtych stronach i w Internecie

Tak mówią byli pracownicy, gdy zakładają własne firmy, albo przechodzą do konkurencji. Czy mają rację?

Oczywiście, że nie. Zresztą sami w to nie wierzą. Jeżeli tego nie wiedzą, to zapewne czują, że lista klientów którą zabrali od pracodawcy, to jednak coś innego, niż kilka kartek w yellowpages.

Są firmy, w których lista klientów rzeczywiście nie ma większego znaczenia, ale należą one do mniejszości. Na przykład firmy, których klientami są przede wszystkim podmioty zobowiązane do stosowania ustawy o zamówieniach publicznych. Wyniki zamówień publicznych są jawne, więc lista tych klientów też jest jawna. Ale nawet w takiej firmie zdarza się, że niektóre zamówienia udzielane są bez procedury zamówień publicznych, a to już zmienia sytuację. W tej części lista może mieć wartość i być poufna.

Jednakże w znakomitej większości firm lista klientów przedstawia istotną wartość. Powstaje latami, jest uzupełniana o nowych klientów i usuwa się z niej nieaktualnych. Wartość listy klientów wynika z tego, że zawiera wyselekcjonowane grono osób, które są rzeczywiście zainteresowane danymi towarami i usługami. Kupują je, przeważnie regularnie. Takiej listy nie znajdziesz w Internecie.

Dodatkowo najczęściej nie jest to jedynie lista podmiotów. W systemach CRM znajdują się takie informacje, jak: kiedy złożyć ofertę, kiedy umowa powinna być odnowiona, historia transakcji, ceny transakcyjne, numer telefonu do właściciela lub osoby odpowiedzialnej za podejmowanie decyzji o udzieleniu zamówienia. Eksport bazy danych do pliku, to kilka kliknięć myszką.

Do tego trzeba dodać jeszcze jeden, bardzo ważny czynnik. Odchodzący pracownik z reguły zna tych klientów osobiście. Wykonując pracę spotykał się z nimi, rozmawiał przez telefon, przyjmował od nich zamówienia albo sam składał oferty.

Zgodzisz się ze mną, że to już robi różnicę. Prawda?

A teraz sprawdź, czy Twoja lista klientów stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa.

Jeżeli nie masz ochoty sprawdzać, to dodam w tym miejscu, tak na zachętę, że wykorzystanie przez pracownika we własnej działalności gospodarczej informacji, co do których pracodawca nie podjął niezbędnych działań w celu zachowania ich poufności, należy traktować jako wykorzystanie powszechnej wiedzy, do której przedsiębiorca nie ma żadnych ustawowych uprawnień. Wyrok stary jak świat, ale boleśnie aktualny do dzisiaj (wyrok SN z dnia 3 października 2000 r., I CKN 304/00). Więc lepiej sprawdź.

Bądź na bieżąco!

Zapisując się, wyrażasz zgodę na przesyłanie na podany adres e-mail informacji o nowościach, produktach, usługach, promocjach i ofertach bloga Tajemnica Przedsiębiorstwa.

Wiadomości wysyłam nieczęsto, a Twoje dane będą u mnie bezpieczne.

Zapisałeś się, sprawdź swoją skrzynkę e-mail i potwierdź chęć otrzymywania moich listów.