Pracownik z własną listą klientów. Część 1.

Pracownik z własną listą klientów. Część 1.

DIMGP1172o nowego pracodawcy przychodzi pracownik z własną bazą klientów. Nie zabrał jej poprzedniemu pracodawcy. Ma ją w telefonie komórkowym i wizytowniku, w którym przechowuje wizytówki otrzymane od klientów. Nie potrzebuje nic zabierać.

Pojawia się pytanie: czyja jest ta lista klientów? Pracownika, czy poprzedniego pracodawcy? Czy pracownik może dzwonić do tych klientów i oferować im towary i usługi swojego nowego pracodawcy?

Są pracownicy, którzy nie mają żadnych wątpliwości. Uważają, że to ich baza danych. Jak pisze jeden z internautów na forum, to „normalne postępowanie.” Pracownik nie ukradł bazy danych, tylko ją wypracował: „TY tych klientów obsługiwałaś, z nimi działałaś, z nimi pracowałaś.”. Tym pracownikom łatwo uzasadnić swoje stanowisko. Mówią, że włożyli dużo pracy w pozyskanie klientów, brali udział w szkoleniach, wykonali setki telefonów, jeździli na spotkania, rozwiązywali ich problemy, itp. Tymczasem pracodawca osobiście nic nie zrobił, żeby pozyskać klientów, załatwić ich sprawy i zadbać o to, by byli zadowoleni. Zdaniem tych pracowników to naturalne, że mają prawo do tych klientów.

Pracodawca słysząc argument o „wypracowaniu” bazy klientów przez pracownika zapewne odpowie, że pozyskanie klientów i utrzymywanie z nimi relacji odbywało się w ramach umowy o pracę i na jego koszt. To on zapłacił za szkolenia, telefony, podróże, kolacje z kontrahentami. Poniósł koszty reklamy, marketingu, reprezentacji. No i oczywiście zapłacił wynagrodzenie za pracę.

No więc jak to jest. Czy to rzeczywiście Twoi klienci i Twoja baza danych?

Kto ma rację?

Kiedy lista klientów stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa

W pierwszej kolejności musimy rozważyć, czy informacje zawarte w takiej „bazie danych” pracownika stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa byłego pracodawcy. Jeżeli stanowią, to zgodnie z prawem pracownik nie może ich ujawniać, wykorzystywać ani zbywać.

Prawo tajemnicy przedsiębiorstwa nie powstaje „samo z siebie”. Informacja stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa, jeżeli spełnia łącznie trzy przesłanki: ma wartość gospodarczą, jest nieujawniona do wiadomości publicznej, pracodawca przedsięwziął niezbędne działania w celu zachowania jej poufności (art. 11 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i art. 39 TRIPS).

Nie ulega wątpliwości, że lista klientów zawarta w telefonie, pliku wizytówek albo nawet w głowie pracownika, ma wartość gospodarczą. Gdyby było inaczej, to nie byłoby wszystkich sporów dotyczących wykorzystania listy klientów.

Nie ulega dla mnie również wątpliwości, że informacje te nie są ujawnione do wiadomości publicznej. Są poufne w tym sensie, że jako całość lub w szczególnym zestawie i zespole ich elementów nie są ogólnie znane lub łatwo dostępne dla osób z kręgów, które normalnie zajmują się tym rodzajem informacji (art. 39 ust. 2 lit. a TRIPS). Nawet jeżeli dane kontaktowe do firm są łatwo dostępne w Internecie, to nie ma tam już przeważnie numerów telefonów komórkowych do osób podejmujących decyzje. Nie ma też informacji o tym, że dana firma jest rzeczywiście, a nie tylko powinna być z uwagi na swoją działalność, zainteresowana danym produktem lub usługą.

Wątpliwości mogą powstać tylko co do spełnienia trzeciej przesłanki, czyli poddania informacji przez osobę, pod której legalną kontrolą pozostają rozsądnym, w danych okolicznościach, działaniom dla utrzymania ich poufności. Jakie to są działania?

W wyroku z dnia 28 lutego 2007 r., sygn. akt V CSK 444/06, Sąd Najwyższy stwierdził, że zarówno art. 39 ust. 2 TRIPS, jak i art. 11 ust. 4 u.z.n.k. nie precyzują dokładnie, jakim konkretnie działaniom ochronnym muszą być poddane tajemnice przedsiębiorstwa (informacje nieujawnione), aby można było traktować je jako poufne. W unormowaniach tych mówi się jedynie, że działania te muszą być „odpowiednie” (art. 11 ust. 4 z.n.k.), „rozsądne w danych okolicznościach” (art. 39 ust. 2 TRIPS). Ocena określonych działań jako odpowiednich, czy też rozsądnych w rozumieniu powołanych przepisów, może przedstawiać się różnie w zależności od okoliczności konkretnego przypadku

Moim zdaniem w odniesieniu do listy klientów wystarczające będą minimalne ograniczenia, jak choćby poinformowanie pracowników, że informacje o klientach, zawartych umowach i osobach podejmujących decyzje u klientów są poufne. Więcej na ten temat można przeczytać w innym wpisie.

Jeżeli spełnione są te trzy przesłanki, to pracownik ma do czynienia z tajemnicą przedsiębiorstwa poprzedniego pracodawcy. Wykorzystując taką listę klientów pracownik dopuszcza się czynu nieuczciwej konkurencji polegającego na naruszeniu tajemnicy przedsiębiorstwa i ponosi za to odpowiedzialność cywilną oraz karną.

Warto też podkreślić, że dla odpowiedzialności pracownika za naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa nie będą miały znaczenia takie argumenty, jak niesatysfakcjonująca wysokość wynagrodzenia, zła atmosfera w pracy lub niezbyt przyjemne relacje z pracodawcą. Są to aspekty pozaprawne i nie mają tu żadnego znaczenia.

Brak tajemnicy przedsiębiorstwa. Co dalej?

A co w sytuacji, gdy pracodawca nie podjął niezbędnych działań w celu zachowania poufności informacji?

Wtedy lista klientów nie jest objęta tajemnicą przedsiębiorstwa. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 3 października 2000 r., sygn. akt I CKN 304/00, wykorzystanie przez pracownika informacji, co do których pracodawca nie podjął niezbędnych działań w celu zachowania ich poufności, należy traktować jako wykorzystanie powszechnej wiedzy, do której przedsiębiorca nie ma żadnych ustawowych uprawnień.

Niewątpliwie pracownik ma prawo kierować ofertę do tych klientów. Nie oznacza to jednak, że może ich nakłaniać do zmiany kontrahenta. Jego zachowanie musi być zgodne z dobrymi obyczajami, w przeciwnym wypadku może zostać uznane za czyn nieuczciwej konkurencji inny, niż naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa.

Więcej na ten temat w artykule: Pracownik z własną listą klientów. Część 2.

Potrzebujesz pomocy prawnej? Skontaktuj się ze mną:

e-mail: [email protected]

tel.: + 48 662 050 782

Lista klientów – czy stanowi jeszcze tajemnicę przedsiębiorstwa?

Lista klientów jest najczęściej podawanym przykładem tajemnicy przedsiębiorstwa. Ale czy na pewno w dobie Internetu nadal jest jeszcze tajemnicą przedsiębiorstwa?

Pytanie nie jest retoryczne. Wystarczy wpisać do wyszukiwarki jakieś hasło i już mamy listę klientów. Na przykład: sklep spożywczy (2.370.000 wyników), sklep zoologiczny (1.420.000 wyników), salon fryzjerski (2.220.000 wyników), gabinet dentystyczny (534.000 wyników), biuro księgowe (567.000 wyników), gabinet lekarski, hurtownie spożywcze, restauracje, lekarze itp. Można to ograniczyć terytorialnie. Wszystko jest jawne. Wszystkie firmy są dostępne w Internecie, który stanowi globalną książkę telefoniczną, więc nie ma żadnych tajemnic. Nic, tylko dzwonić i sprzedawać.

O co ci chodzi, szefie? Przecież to jest na żółtych stronach i w Internecie

Tak mówią byli pracownicy, gdy zakładają własne firmy, albo przechodzą do konkurencji. Czy mają rację?

Oczywiście, że nie. Zresztą sami w to nie wierzą. Jeżeli tego nie wiedzą, to zapewne czują, że lista klientów którą zabrali od pracodawcy, to jednak coś innego, niż kilka kartek w yellowpages.

Są firmy, w których lista klientów rzeczywiście nie ma większego znaczenia, ale należą one do mniejszości. Na przykład firmy, których klientami są przede wszystkim podmioty zobowiązane do stosowania ustawy o zamówieniach publicznych. Wyniki zamówień publicznych są jawne, więc lista tych klientów też jest jawna. Ale nawet w takiej firmie zdarza się, że niektóre zamówienia udzielane są bez procedury zamówień publicznych, a to już zmienia sytuację. W tej części lista może mieć wartość i być poufna.

Jednakże w znakomitej większości firm lista klientów przedstawia istotną wartość. Powstaje latami, jest uzupełniana o nowych klientów i usuwa się z niej nieaktualnych. Wartość listy klientów wynika z tego, że zawiera wyselekcjonowane grono osób, które są rzeczywiście zainteresowane danymi towarami i usługami. Kupują je, przeważnie regularnie. Takiej listy nie znajdziesz w Internecie.

Dodatkowo najczęściej nie jest to jedynie lista podmiotów. W systemach CRM znajdują się takie informacje, jak: kiedy złożyć ofertę, kiedy umowa powinna być odnowiona, historia transakcji, ceny transakcyjne, numer telefonu do właściciela lub osoby odpowiedzialnej za podejmowanie decyzji o udzieleniu zamówienia. Eksport bazy danych do pliku, to kilka kliknięć myszką.

Do tego trzeba dodać jeszcze jeden, bardzo ważny czynnik. Odchodzący pracownik z reguły zna tych klientów osobiście. Wykonując pracę spotykał się z nimi, rozmawiał przez telefon, przyjmował od nich zamówienia albo sam składał oferty.

Zgodzisz się ze mną, że to już robi różnicę. Prawda?

A teraz sprawdź, czy Twoja lista klientów stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa.

Jeżeli nie masz ochoty sprawdzać, to dodam w tym miejscu, tak na zachętę, że wykorzystanie przez pracownika we własnej działalności gospodarczej informacji, co do których pracodawca nie podjął niezbędnych działań w celu zachowania ich poufności, należy traktować jako wykorzystanie powszechnej wiedzy, do której przedsiębiorca nie ma żadnych ustawowych uprawnień. Wyrok stary jak świat, ale boleśnie aktualny do dzisiaj (wyrok SN z dnia 3 października 2000 r., I CKN 304/00). Więc lepiej sprawdź.

Czy relacje z klientami i wiedza specjalistyczna stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa?

Dobre relacje z klientami, to stabilna i owocna współpraca. Dlatego firmy inwestują w te relacje poważne środki. Wystarczy wskazać na szkolenia, konferencje, wydatki na marketing, reprezentację i reklamę. Jest to działanie długotrwałe i kosztowne, ale w dłuższej perspektywie opłacalne. W każdej firmie wydatki na ten cel są istotne.

W naturalny sposób relacje z klientami utrzymują pracownicy, którzy ich obsługują. Wytwarza się między nimi zażyłość i klienci z czasem oczekują świadczenia usług przez tego konkretnego pracownika. Stają się zainteresowani jego usługami, a on staje się twarzą firmy.

Dzieje się tak w każdej branży, w której usługi świadczone są osobiście i gdzie kontakt pomiędzy klientem i firmą jest osobisty. Dotyczy to usług prostych oraz takich, które wymagają najbardziej zaawansowanej wiedzy specjalistycznej.

Przykładowo dotyczy to fryzjera, kosmetyczki, trenera fitnessu, przedstawiciela handlowego, agenta ubezpieczeniowego, usług transportowych, spedycyjnych, księgowych, prawniczych, medycznych, inżynieryjnych i tak dalej. Prawdopodobnie dopiszesz do tej listy i swoją branżę.

Jak pokazuje życie, po odejściu pracownika często odchodzą również obsługiwani przez niego klienci. Odchodzący pracownik zabiera z trudem budowane relacje, a wraz z nimi wszystkie przyszłe korzyści z nimi związane. Za darmo.

Czy to jest w porządku? To zależy.

Jeżeli pracownik nie jest związany zakazem konkurencji, przejęcie przez niego klientów pracodawcy możemy rozpatrywać wyłącznie pod kątem popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji. W grę wchodzi przede wszystkim naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa (art. 11 UZNK) oraz nakłanianie klientów przedsiębiorcy do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy, w celu przysporzenia sobie korzyści (art. 12 ust. 2 UZNK).

Proponuję przyjrzeć się wyrokowi Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 22 kwietnia 2008 r., który dotyczył przejęcia klientów przez byłego pracownika. Kwestia relacji osobistych okazała się tu kluczowa.

Zażyłość klientów z pracownikiem

W ocenie sądu „nieposzlakowana opinia co do profesjonalizmu pozwanego, a z drugiej strony wysoka personalizacja usług świadczonych dla armatorów i wieloletnia zażyłość z pozwanym, przekonują, że armatorzy preferowali usługi świadczone osobiście przez pozwanego. Okoliczności te są dla sprawy kluczowe i świadczą o tym, że klienci powódki byli zainteresowani usługami właśnie pozwanego co nie wynikało, ani z faktu, że pozwany namówił ich do zaniechania współpracy z powódką, ani z tego, że podstawą oferty kierowanej do kontrahentów była wiedza mogąca stanowić tajemnicę przedsiębiorstwa powódki. Sąd stanął więc na stanowisku, że nawet posiadanie pewnej wiedzy przez pozwanego o wysokości kontraktów zawieranych przez powódkę nie była w przedmiotowej sprawie na tyle istotna, aby uznać, że decydowała o zdobyciu przez pozwanego klientów powódki.”

Ponadto Sąd stwierdził w tym wyroku, że:

  1. Osobiste doświadczenie i wiedza pracownika zdobyte w toku wieloletniego zatrudnienia, stanowią element dobra osobistego każdej jednostki i jako takie zasługują na ochronę prawną, a zatem mogą być przez tę jednostkę wykorzystywane dla własnej korzyści, tym bardziej, gdy pracodawca nie zadbał o ochronę swoich „tajemnic” poprzez podjęcie niezbędnych działań w celu zachowania poufności określonych informacji.
  2. Wykorzystywanie własnych pomysłów czy przymiotów, a także doświadczeń zawodowych lub kontaktów towarzyskich w celu pozyskania klienteli, nie przesądza o łamaniu klauzul generalnych, których powinien przestrzegać uczciwy kupiec.
  3. Wykorzystywanie przez pracownika we własnej działalności gospodarczej informacji, co do których pracodawca nie podjął działań niezbędnych w celu zachowania ich poufności, należy traktować jako wykorzystywanie wiedzy powszechnej, co do której przedsiębiorca nie ma żadnych ustawowych uprawnień.
  4. Wiedza, doświadczenie i umiejętności zdobyte przez pracownika podczas zatrudnienia nie korzystają z ustawowej ochrony na rzecz przedsiębiorstwa.
  5. Działania marketingowe i reklamowe, w tym zachęty do nawiązania współpracy z danym podmiotem, nie wyczerpują znamion czynu nieuczciwej konkurencji w rozumieniu art. 3 i art. 12 ust. 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, jeśli są zgodne z dobrym obyczajem i z prawem, a także z zasadami uczciwej konkurencji i swobody działalności gospodarczej.

Uwaga na pochopne wnioski

By nie wyciągać pochopnych wniosków, proponuję zapoznać się ze stanem faktycznym, w jakim wyrok został wydany. Czytając same tezy łatwo dojść do powierzchownego wniosku, że przejmowanie klientów byłego pracodawcy jest zawsze dozwolone.

Powództwo

Powódka, spółka ograniczona odpowiedzialnością, wniosła o nakazanie byłemu pracownikowi zaniechania wykorzystywania informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa powódki oraz zaniechania nakłaniania klientów powódki do rozwiązania umów z nią zawartych.

Spółka zarzucała, że pozwany po zakończeniu wieloletniej pracy na jej rzecz rozpoczął prowadzenie konkurencyjnej działalności gospodarczej w oparciu o wiedzę i informacje stanowiące tajemnicę przedsiębiorstwa powódki, a nadto nakłonił dotychczasowych klientów powódki do rezygnacji z jej usług i tym samym przejął większość kontrahentów powódki, co zagroziło i naruszyło interesy przedsiębiorstwa powódki w sposób sprzeczny z prawem i dobrymi obyczajami.

Pracownik bronił się, że nigdy nie zawierał z powódką umowy o zakazie konkurencji, a działalność gospodarczą rozpoczął dopiero 9 miesięcy po zakończeniu zatrudnienia u powódki i korzystał jedynie z własnego doświadczenia zawodowego oraz z osobistych przymiotów, dzięki którym klienci powódki wybrali współpracę z nim, a nie kontynuację współpracy z powodową spółką.

Sąd Okręgowy oddalił powództwo spółki, a Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał ten wyrok w mocy.

W jakich okolicznościach zapadł wyrok?

Pozwany przez 16 lat był pracownikiem powódki, zatrudnionym na stanowiskach stażysty, maklera okrętowego, szefa działu ds. agencyjnych, dyrektora – członka zarządu. Po połączeniu z inną spółką pozwany został dyrektorem.

Był cenionym pracownikiem, cieszył się bardzo dobrą opinią i utrzymywał wzorcowe kontakty z przedstawicielami armatorów obsługiwanych przez powodową spółkę oraz był wielokrotnie chwalony. Posiadał dużą wiedzę w zakresie działalności morskich agencji transportowych oraz związaną z obsługą statków, którą nabył głównie podczas zatrudnienia u powódki w okresie 16 lat, na różnych stanowiskach.

Umowa o pracę z pozwanym uległa rozwiązaniu w dniu 31 marca 2006 r. Przez sześć miesięcy po rozwiązaniu umowy o pracę pracował w spółce o innym profilu.

Dopiero w grudniu 2006 r., a zatem w dziewięć miesięcy po rozwiązaniu umowy o pracę, pozwany rozpoczął konkurencyjną działalność gospodarczą. Pod koniec grudnia 2006 r. dokonał obsługi agencyjnej dwóch statków należących do tego samego armatora. Statki te były wielokrotnie obsługiwane przez powódkę, którą łączyła z armatorem długoletnia umowa. W styczniu dokonał obsługi następnego statku należącego do tego samego armatora, a w dalszym okresie wielu innych statków, których część obsługiwała wcześniej powodowa spółka.

Pozwany wynajmował biuro, które niegdyś było wynajmowane przez powódkę. W rozmowach z klientami nie wypowiadał się na temat powodowej spółki w sposób negatywny.

Stanowisko sądu co do naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa

Sąd doszedł do wniosku, że były pracownik nie naruszył tajemnicy przedsiębiorstwa. Z dwu powodów.

Po pierwsze spółka nie wykazała, iż wiedza o armatorach i obsługujących ich przedsiębiorstwach nie była powszechnie znana w środowisku usług portowych. Sąd zauważył, że „Nie można mówić też o bezprawnym wykorzystywaniu przez pozwanego bazy klientów powódki, bowiem informacje o podmiotach obsługujących danych armatorów są powszechnie dostępne – m.in. w Internecie – co przyznał także prezes zarządu powodowej spółki (…).”

Po wtóre dlatego, iż powódka nie wykazała, że wiedza o klientach była w sposób szczególny zabezpieczona i że pozwany mógł ją zdobyć tylko od powódki.

Podsumowując, powodowa spółka nie wykazała, że przysługiwało jej prawo tajemnicy przedsiębiorstwa (o definicji prawa tajemnicy przedsiębiorstwa przeczytasz tutaj).

Dodatkowo jednak sąd stwierdził coś, co czyni ten wyrok tak wyjątkowy.

Tajemnica przedsiębiorstwa a wiedza specjalistyczna i relacje z klientami

Otóż „Pozwany rozpoczynając działalność gospodarczą tożsamą z działalnością powódki, niewątpliwie korzystał ze zdobytych podczas zatrudnienia informacji co do obsługi agencyjnej statków, jednak istnieje zasadnicza różnica między wiadomościami odpowiadającymi treści pojęcia „tajemnica przedsiębiorstwa” a informacjami wchodzącymi w skład powszechnej, aczkolwiek specjalistycznej wiedzy zdobytej przez pracownika w wyniku własnej działalności zawodowej podczas zatrudnienia. Sam fakt, że pracownik zaczynający pracę u powódki był stażystą i nie posiadał doświadczenia, ani wiedzy „branżowej” nie ma dla rozstrzygnięcia sprawy znaczenia. Wiedza, doświadczenie i umiejętności zdobyte przez pracownika podczas zatrudnienia nie korzystają z ustawowej ochrony na rzecz przedsiębiorstwa.”

Nakłanianie klientów przedsiębiorcy do rozwiązania z nim umowy

Pozwanemu zarzucano również czyn nieuczciwej konkurencji polegający na nakłanianiu klientów do rozwiązania umów z byłym pracodawcą. Również ten zarzut nie został uwzględniony.

Zdaniem sądów nie każde działanie konkurencji w sferze oddziaływania na klientelę przedsiębiorcy będzie ocenione jako bezprawne, pomimo że z reguły prowadzi do strat w dochodach danego przedsiębiorcy. Działanie to jest tylko wtedy sprzeczne z dobrym obyczajem, gdy przybiera postać nadużycia prawa.

nadużyciu prawa można zaś mówić, gdy pozyskiwanie klienta następuje poprzez wprowadzanie klientów w błąd w celu wykorzystania cudzej renomy lub jej dyskredytacji, poprzez stosowanie sprzecznych z prawem środków nacisku lub zachęt, bądź pasożytnicze odwołanie się do cudzego towaru czy znaku.

Tymczasem wykorzystywanie własnych pomysłów czy przymiotów, a także doświadczeń zawodowych lub kontaktów towarzyskich w celu pozyskania klienteli nie przesądza o łamaniu klauzul generalnych, których powinien przestrzegać uczciwy kupiec.

Fakt nadużycia prawa wymaga pewnego i stanowczego dowodu.

Jakie wnioski?

Relacje osobiste i towarzyskie pracownika z klientem nie stanowią tajemnicy przedsiębiorstwa i mogą być przez niego wykorzystane we własnej działalności gospodarczej. Czym innym jest jednak wykorzystanie osobistych relacji i zażyłości z klientem, a czym innym skorzystanie z bazy danych klientów swojego pracodawcy. Ta ostatnia sytuacja nie była rozpatrywana w omawianym wyroku. Trzeba o tym pamiętać.

Istnieje więc cienka linia  pomiędzy tymi relacjami, a informacjami stanowiącymi tajemnicę przedsiębiorstwa. Fakt przekroczenia tej linii musi jednak udowodnić przedsiębiorca, który twierdzi, że naruszone zostały jego tajemnice przedsiębiorstwa. Tymczasem, co sądy obu instancji stwierdziły, powódka nie udowodniła zarzucanych nieuczciwych działań pozwanego.

Tak więc ochrona wynikająca z tajemnicy przedsiębiorstwa zastrzeżona jest tylko dla aktywnych i świadomych przedsiębiorców.

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 22 kwietnia 2008 r., I ACa 1467/07.

26 377,56 zł odszkodowania za przejęcie klientów przez pracownika. Bez umowy o zakazie konkurencji.

26 377,56 zł odszkodowania za przejęcie klientów przez pracownika. Bez umowy o zakazie konkurencji.

Przejęcie klientów narusza obowiązek lojalności. A obowiązek lojalności to zakaz konkurencji

Sąd Apelacyjny w Poznaniu przyznał pracodawcy odszkodowanie od pracownika w wysokości 26.377,56 zł za przejęcie klientów przez pracownika (wyrok z dnia 29 kwietnia 2010 r., III APa 3/10).

Dlaczego ta sprawa jest ciekawa? Ponieważ sąd przyznał odszkodowanie za przejęcie klientów, mimo że nie zawarto umowy o zakazie konkurencji.

Nasuwa się oczywiste pytanie, na jakiej podstawie? Dlaczego pracownik ma płacić odszkodowanie za prowadzenie działalności konkurencyjnej, mimo że nie podpisał umowy o zakazie konkurencji. Przecież kodeks pracy przewiduje możliwość zawarcia umowy o zakazie konkurencji w czasie trwania umowy o pracę, a skoro jej nie podpisano, to pracownik powinien mieć prawo prowadzić taką działalność? (więcej…)